W latach 90-tych grali z Oasis i rywalizowali ze Spice Girls na listach przebojów. Grając psychodelicznego rocka, z tekstami śpiewanymi w indyjskim sanskrycie! Kula Shaker to zespół nietuzinkowy, tak samo jak jego historia. Grupa wystąpi na Dużej Scenie 33. Pol'and'Rock Festival
Trudno znaleźć drugi zespół, który w tak kreatywny sposób łączy przebojowy w swojej naturze britpop z hippisowską psychodelią rodem z lat 60-tych. W dodatku okraszoną potężną dawką inspiracji Indiami i sferą duchową. Nie mówiąc już o tekstach śpiewanych w sanskrycie. Kula Shaker mogliby z powodzeniem zagrać na Woodstocku z 1969, jak i 2027 roku - o ile to pierwsze już się nie wydarzy, to drugie czeka nas w lipcu na Najpiękniejszym Festiwalu Świata!

Duchowy dom
Skąd tak oryginalne inspiracje? Wszystko zaczęło się w 1993 roku, kiedy wokalista grupy Crispian Mills, po rozpadzie swojej poprzedniej formacji, wyruszył w długą podróż po Indiach. Zmagający się z kryzysem twórczym artysta, w towarzystwie swojego przyjaciela i przewodnika Mathura, szukał w Indiach inspiracji, ukojenia i odpowiedzi na swoje życiowe problemy. Znalazł zaś znacznie więcej - jak sam mówi, swój nowy "duchowy dom".
W Indiach poznał swojego życiowego guru, zafascynował się tradycją Gaudija Wisznuizmu, a kilka lat później przeszedł nawet inicjację i przyjął duchowe imię Krishna Kantha Das. Uznał też Indie za kulturową kolebkę ludzkości. 10-tygodniowa podróż była ciężka, ale zupełnie zmieniająca życie młodego muzyka. Od tej pory wielokrotnie wracał tam na pielgrzymki i zaczął studiować wedyjską filozofię. W Indiach też narodziła się nazwa jego nowego zespołu - Kula Shaker pochodzi od postaci Kulaśekhary, indyjskiego króla, poety i świętego z IX wieku.
Droga na szczyt
Po powrocie do Anglii, Mills wraz z kolegami zabrali się do pracy. Choć trudno nazwać muzykę grupy mocno komercyjną, Kula Shaker szybko zyskali dużą popularność. Ich debiutancki album "K" z 1996 roku został najszybciej sprzedającym się debiutem tamtego roku (ponad 105 tys. płyt w pierwszym tygodniu od premiery), a nawet doszedł na szczyt listy UK Album Charts. Krytycy zachwycali się umiejętnościami muzyków, ich odwagą artystyczną i pewnością siebie, a słuchanie albumu "K" określili doświadczeniem obcowania z "zagonionym arcydziełem z lat 70-tych".
Wielkim fanem Kula Shaker był też Noel Gallagher z Oasis, zespołu, który w Anglii ma absolutnie kultowy status. Nasi bohaterowie na zaproszenie Noela koncertowali z Oasis, występując na największych festiwalach - do legendy przeszedł zwłaszcza ten z Knebworth z 1996 roku, nazywany największym koncertem w historii Wysp Brytyjskich.
O jakim stopniu popularności mówimy? Wystarczy wspomnieć, że kawałek Kula Shaker "Hey Dude" omal nie wylądował wtedy na pierwszym miejscu listy najpopularniejszych singli UK Singles Chart, przegrywając jedynie ze Spice Girls!
Konotacje z Oasis przełożyły się też na zainteresowanie gigantów - Kula Shaker podpisali kontrakt z wytwórnią Columbia Records, która szukała kolejnej po Oasis perełki (a raczej "kury znoszącej złote jaja") na rynku brytyjskim. Natomiast po zawieszeniu przez Shaker działalności w 1999 roku, ich oryginalny klawiszowiec Jay Darlington dołączył do Oasis, z którymi koncertował do 2009 roku.
Złoty środek
Ogromna presja i naciski ze strony wytwórni oraz brytyjskich mediów, kontrowersje wokół różnych wypowiedzi Millsa związanych z jego duchową sferą i indyjskimi zwyczajami, a także tarcia wewnątrz grupy doprowadziły do zawieszenia zespołu.
Muzycy ponownie spotkali się dopiero w 2004 roku, aby nagrać utwór na charytatywny album kompilacyjny "School of Braja". Wspólne granie ponownie połączyło dawnych przyjaciół, co zaowocowało ich powrotem na scenę, ogłoszonym oficjalnie w styczniu 2006 roku.
Od tej pory Kula Shaker grają już nieprzerwanie, konsekwentnie robiąc swoje, nagrywając bardzo dobrze przyjmowane albumy i koncertując - ich ostatni album "Wormslayer" wyszedł w styczniu tego roku. Już bez presji wielkich koncernów, stawiają na sztukę, niezależność i swoją wierną bazę fanów. Po latach - nomen omen - wędrówki, odnaleźli swój "złoty środek".
Uwierzcie nam, warto odbyć tę muzyczną i kulturową podróż. Zapraszamy pod Dużą Scenę 33. Pol'and'Rock Festival!

