Choć festiwalowe pole otwarte jest już od wtorku, to właśnie wczoraj - w czwartek - oficjalnie i uroczyście rozpoczęliśmy 32. Pol'and'Rock Festival.
Rano odbyły się pierwsze spotkania w ramach Akademii Sztuk Przepięknych, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem, przez teren Festiwalu przejechała parada kultowych "ogórków", Festiwalowicze przybili flagi do sceny, a o 12:00 pobiegli w biegu "Policz się z cukrzycą". Punktualnie o 15:00 zaś, jak co roku, wspólnie odmówiliśmy wszyscy Przysięgę Festiwalowicza, a Pan Roman Polański odgwizdał start Festiwalu.
Chwilę potem rozpoczęły się też koncerty na Dużej Scenie. The Lottery Winners pięknie poradzili sobie z niełatwym zadaniem koncertowego otwarcia Sceny, po nich otrzymaliśmy pierwszą, potężna dawkę metalowego grania, czyli zespół Vended, a o 18:00 L.U.C. & Rebel Babel Orchestra zaprezentowali muzykę z filmu "Chłopi". To była nie tylko uczta dla uszu, ale i oczu - za sprawą ubranych w tradycyjne, ludowe stroje tancerek, śpiewaczek i śpiewaczy orkiestry pod batutą L.U.C.
Równolegle do koncertów na Dużej Scenie, grała też Mała Scena, a ulubieńcy publiczności z Lej Mi Pół jeszcze bardziej podgrzali i tak gorącą już atmosferę. Tego dnia na Małej Scenie pojawili się też inni laureaci 17. Eliminacji do 32. Pol'and'Rock Festival, zespoły Trackstone oraz Wiraszko, a także gwiazdy polskiej sceny muzycznej, czyli Jucho, Lipali, Varius Manx & Kasia Stankiewicz oraz zespół Łzy.

fot. Damian Kalinowski
Wracając do Dużej Sceny - Orbit Culture, czyli death metalowa perełka ze Szwecji, potwierdzili, dlaczego Skandynawia uznawana jest za jedną z najważniejszych "ojczyzn" metalu na świecie, a Dropkick Murphys rozpętali prawdziwe szaleństwo pod sceną! Energia tego występu, w połączeniu z reakcją i cudowną zabawą ze strony publiczności, na długo pozostaną w naszej pamięci.

fot. Marcin Michoń
Godsmack - dla wielu, to miał być najważniejszy koncert Festiwalu i jego największa gwiazda. Zarówno fani zespołu, jak i ci, którzy usłyszeli o nim pierwszy raz, mogą być w pełni usatysfakcjonowani. Występ Godsmacka z pewnością przejdzie do historii Najpiękniejszego Festiwalu Świata. Potężne brzmienie, wielkie hity przełomu lat 90-tych i dwutysięcznych, efektowny "drum battle" na dwie perkusje i przepiękny moment, kiedy siedzący za fortepianem Sully Erna poprosił o zgaszenie świateł na scenie - zostawiając tylko światełka z telefonów ludzi pod sceną. Zobaczyć to niekończące się morze świateł... coś cudownego! Sami muzycy również nie zapomną naszego Festiwalu - sam Sully powiedział do mikrofonu, że to największy koncert w historii Godsmack!

fot. Max Samson
A najlepsze, że to nie był koniec wielkich emocji tego wieczoru. Na zakończenie zagrali bowiem Myslovitz, prezentując set składający się z największych hitów grupy. Trudno było dostrzec, gdzie kończył się tłum ludzi pod sceną, a tym bardziej trudno policzyć, ile gardeł odśpiewało wspólnie "Długość Dźwięku Samotności" czy "Chłopców".

